czwartek, 19 lutego 2015

„Kupuj i wygrywaj z Bródką” - relacja z wyjazdu, czyli Amsterdam, MŚ w łyżwiarstwie oraz kolacja z polskimi panczenistami!



Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łowiczu jest sponsorem Zbigniewa Bródki – panczenisty, który zdobył złoty medal na Igrzyskach w Soczi. OSM Łowicz produkuje również pyszne mleko, na kartonie którego jakiś czas temu można było znaleźć konkurs „Kupuj i wygrywaj z Bródką”, w którym główną wygraną był wyjazd na MŚ w łyżwiarstwie szybkim, wraz ze zwiedzaniem Amsterdamu i kolacją z polskimi panczenistami. WYGRAŁAM. To była niesamowita wycieczka – bardzo dobrze zorganizowana (przez Agencję Inter…Test), z uśmiechem i wrażeniami nie do zapomnienia.





AMSTERDAM

Pełen turystów z każdego zakątka świata, pełen niezwykłych zapachów (nie tylko marihuany), pełen twarzy uśmiechniętych Holendrów zamieszkujących na barkach cudownych kanałów. Wszędzie dookoła rowery, wszędzie dookoła urokliwe, krzywe kamienice, które miałam wrażenie, że zaraz się przewrócą. Wrażeń masa, trudno dokonać wyboru co zwiedzić w pierwszej kolejności, bo wszystko takie piękne, niezwykłe, jakby nierzeczywiste.














Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak ulica czerwonych latarni, gdzie panie zachęcały panów do wiadomo czego, stojąc … w witrynach sklepowych! Niektóre piękne i młode, inne widać, że nieco zmęczone życiem. W ich oczach jednak widać było niekiedy strach, wstyd i zażenowanie, choć zdarzały się pojedyncze jednostki, które miałam wrażenie czerpią radość z tego zawodu. Jak one się czują za tą szybą? Też mogłam się o tym przekonać odwiedzając „Red Light Secrets”.To Muzeum Prostytucji, gdzie czytamy o prawdziwych historiach dziewczyn, które pracowały na Red Light District (między innymi Anna z Polski), widzimy prawdziwe pokoje do przyjmowania klientów i siadamy na prawdziwym krześle, za prawdziwą szybą ulicy czerwonych latarni  – na szczęście tylko jako turysta.  Po wizycie, masa przemyśleń i zupełnie inna wizja tego, co przyciąga spragnionych panów do Amsterdamu. Z informacji najzwyklejszych – każda pani stojąca w oknie ma założoną własną działalność, a koszt wynajęcia jednego lokalu to 150 euro za 8 godzin.
W muzeum puszczany jest film tańczących za szybami, półnagich dziewczyn, ma on zwrócić uwagę na fakt, że część z nich niestety została zmuszona do prostytucji (obiecywaną karierą taneczną).










Amsterdam karmi nas też wielką kulturą - w Rijksmuseum (Muzeum Narodowe) i  przygodą w Muzeum Heinekena, gdzie po wypiciu dwóch piw na turystach odbywają się eksperymenty (niestety nie zdążyliśmy). Wartym odwiedzenia jest również Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds, gdzie można zrobić sobie selfie z Robertem Pattinsonem czy wypić kawę z Georgem Clooney’em. No i nie tylko dla dzieci – Shrek z Fioną. Uwielbiam te muzea (do tej pory byłam w dwóch), bo można tam wszystkiego dotykać, przebierać się za znanych aktorów, brać udział w ich filmach i po prostu choć na chwilę być gwiazdą. Na ostatnim piętrze muzeum jest okrągłe, duże okno z pięknym widokiem na miasto.















Udział w Mistrzostwach Świata w łyżwiarstwie szybkim w Heerenveen.

Ach, co to były za zawody! Ach, co to był za doping! Po raz pierwszy nasi panczeniści słyszeli tyle polskich okrzyków z trybun, co poniektórzy panowie pozdzierali nawet gardła. Medali brak, ale i tak jesteśmy dumni, no i mamy cudowne wspomnienia. Ale, ale, zapomniałabym wspomnieć o Holendrach, ci to dopiero potrafią się bawić. Kolor pomarańczowy był wszechobecny, uśmiechy na twarzach również. W specjalnym namiocie, głośna muzyka i zabawa nie ustawała i nawet naszej grupie udało się zatańczyć. Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona przebraniami mnichów, dziewczynek z warkoczykami, szejków, pingwinów i tym podobnych … Holendrów w barwach pomarańczowych.











Tama Afsluitdijk. 

Ta spektakularna tama oddziela dwa zbiorniki wodne - słodkowodny zbiornik IJsselmeer oraz morze Północne. Tama jest warta uwagi, ponieważ jej długość wynosi 32 kilometry i jest autostradą. Można się jednak na niej zatrzymać, w wyznaczonym do tego celu punkcie widokowym.  Krajobraz naprawdę niesamowity.







KOLACJA. Była cudowna. Na 17 piętrze Ramada Apollo Hotel – bajeczne widoki na miasto, cudowne spotkania uwiecznione na zdjęciach oraz autografy dla potomnych. Zbigniew Bródka, Jan Szymański, Konrad Niedźwiecki - mili, sympatyczni, nie spaczeni sławą, można było porozmawiać jak z kolegami. Można było nawet usłyszeć przeprosiny za brak medali, tacy są „piękni”! Cóż, medale na pewno jeszcze kiedyś będą, my i tak jesteśmy z nich dumni, już teraz, już dziś. 






I na koniec  … BREMA, niemieckie miasto z uroczą Starówką skupiającą się wokół imponującego ratusza. Patrząc na te wszystkie piękne budowle, przenieśliśmy się jakby kilkaset lat wstecz. 









P.S. 
1. W Holandii warto iść do pubu na Heinekena, smakuje tam inaczej niż u nas.




2. Bilety do muzeów warto kupować w "Tours & Tickets", można dzięki temu zaoszczędzić kilka euro.



3. Niektórzy Holendrzy mieszkają w przeuroczych i bardzo wypielęgnowanych domkach, aż miło popatrzeć. Okna zazwyczaj nie są zasłonięte firankami, ponieważ wg legendy wypływający w dalekie rejsy marynarze zabraniali ich zasłaniania, aby sąsiedzi mogli pilnować żon. Może to tylko legenda, a może Holendrzy nie mają po prostu nic do ukrycia? :)



4. W Hotelu Ibis Aiport, na ostatnim piętrze, przy wejściu do restauracji znajduje się przepiękny malunek na ścianie. 





5. Naprawdę warto brać udział w konkursach :)



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pająki, dinozaury, czyli wystawy w Muzeum Ewolucji w Warszawie.


Aż wstyd się przyznać, ale o Muzeum Ewolucji w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie dowiedziałam się przy okazji … wystawy o pająkach. Dobrze jednak, że się dowiedziałam, bo dla dzieci to wspaniałe miejsce, w którym można spotkać „Lucy”, czyli rekonstrukcję słynnego australopiteka (jeden z rodzajów ssaków naczelnych z rodziny człowiekowatych, jego przedstawiciele żyli w Afryce kilka milionów lat temu. Najprawdopodobniej z tego lub podobnego rodzaju gatunku wyewoluował homo sapiens). W Muzeum znajdziemy też kilka dużych eksponatów szkieletów dinozaurów, na widok których każde dziecko mówi „Wow” (niekiedy dorośli też), eksponaty skamieniałych jaj dinozaurów oraz drobne czaszki prymitywnych ssaków. Muzeum Ewolucji zachwyca wystawami stałymi i czasowymi (wszelkie informacje można znaleźć na stronie http://www.muzewol.pan.pl).












Ale, ale … kto nie ma arachnofobii, z pewnością z zaciekawieniem obejrzy wystawę: „Fascynujący świat pająków i skorpionów”, która w Muzeum Ewolucji będzie wystawiana jeszcze do 30 sierpnia 2015 r. To niezwykły świat ponad 50 żywych okazów - jadowitych bardziej lub mniej pająków i uroczych bardziej lub mniej skorpionów. Jak czytamy w ulotce: „Zamknięte szklane terraria zapewniają bezpieczeństwo i pozwalają na filmowanie i fotografowanie prezentowanych okazów z odległości 5-10 cm, a bogate opisy i tablice informacyjne pozwalają poznać te stworzenia i ich ważną rolę jaką pełnią w świecie przyrody”. Rzeczywiście warto zatrzymać się nieco dłużej na wystawie, poczytać o tych cudownych stworzeniach i popatrzeć jak uplotły przepiękną pajęczą sieć. Moje dzieci (5 i 11 lat) były zachwycone, dowiedziały się wielu ciekawostek, a i przy okazji poznały dziecięce doświadczenia taty, który opowiedział im o prawdziwym spotkaniu ze skorpionem w Algierii.

O wystawie słyszałam różne opinie- że za droga, że nudna itp. Mam jednak wrażenie, że ludzie po prostu nie doceniają tego, co im dane. Ktoś musiał przecież te pająki i skorupiaki zebrać do kupy, zapakować do specjalnych terrariów, przetransportować z innych krajów, przygotować makiety, wynająć powierzchnię, wydrukować ulotki i zatrudnić ludzi. Czy to naprawdę nie jest warte zapłaty kilkunastu złotych za bilet? Rozumiem, że o nudności wystawy mogą mówić osoby, które spędziły w niej 15 minut, zaglądając szybko do każdego terrarium i uciekając z niej jak najprędzej; dla mnie jednak wartością nadrzędną takich rodzinnych wypadów jest, po pierwsze edukacja dzieci (jeśli jeszcze same nie umieją czytać, my, rodzice przeczytajmy im informacje z planszy) a po drugie i najważniejsze, RODZINNIE SPĘDZANIE CZASU RAZEM. I tym akcentem zachęcam do podobnych aktywności każdego z Was, nie koniecznie tylko na wystawie pająków w Pałacu Kultury i Nauki (od strony ul. Świętokrzyskiej).







PS. Jeśli byście chcieli mieć w swoim domu (nie)prawdziwego pająka, na wystawie można kupić (50 zł, 75 zł, 100 zł) wylinkę w szklanej kuli.

Wylinka – to taka pajęcza „skórka”, którą pająk zrzuca w trakcie wzrostu (zastępując ją większą i wygodniejszą). W bardzo wielu przypadkach wylinka jest tak zachowana, że wygląda jak prawdziwy pająk.



wtorek, 20 stycznia 2015

Ferie z duszą w "Cztery Czary"

Całe szczęście, że istnieją jeszcze na świecie takie miejsca, w których ktoś bezinteresownie robi coś dla dzieci, angażując się przy tym na 100% (Tym bardziej, że jest to prywatny przedsiębiorca).



Na moim osiedlu jest sklep, nazywa się „Cztery Czary”. To cudowne miejsce, gdzie można kupić ciekawe i edukacyjne zabawki, ale ... gdzie można też POROZMAWIAĆ, pośmiać się, poplotkować, no i wreszcie uczestniczyć z dzieckiem w cudnie rozwojowych zajęciach! Podczas ferii „Cztery Czary” postanowiło zorganizować je zupełnie bezpłatnie, poświęcając swój czas i nakłady finansowe w postaci materiałów do zajęć. Czy w dzisiejszym świecie, w którym dla większości liczą się głównie pieniądze takie inicjatywy nie są cudowne? Czyż skłamię, jeśli powiem, że takich osób to ze świecą szukać?



Zajęcia odbywają się codziennie, uczestniczą w nim dzieci w różnym wieku (po wcześniejszych zapisach, z uwagi na ograniczoną ilość miejsca). Codziennie też jest inna tematyka zajęć, wczoraj dzieci robiły zakładki do książek, dzisiaj miały zajęcia z pierwszej pomocy w sytuacjach kryzysowych, takich jak: złamanie, oparzenie itp. Uczestnicy poznali zasady bezpieczeństwa w domu i zapamiętali podstawowe numery telefonów do służb ratowniczych.









Sklep "Cztery Czary" znajduje się w Warszawie, przy ulicy Świętochowskiego 2 pawilon 8. W tym niezwykłym i przyjaznym miejscu istnieje też możliwość skorzystania z komercyjnej oferty zajęć płatnych, lecz zwykle jest to niewygórowana kwota.

Bardzo wszystkim polecam! :) 

https://www.facebook.com/czteryczary



środa, 17 grudnia 2014

Gdy w domu pachnie pierniczkami ...

… dzieci nie marnując czasu gdy owe pierniczki się pieką, przystępują do tworzenia pięknych ozdób świątecznych. Bo ozdoby z papieru, stworzone z sercem, małymi rączkami to chyba dla wszystkich mam najbardziej urokliwy element świąt. I choćby te ozdoby były nie do końca perfekcyjne to i tak będą najpiękniejszym elementem choinki i świątecznego stołu. Bo zobaczyć uśmiech na twarzy dziecka i usłyszeć słowa „Mamo, patrz, jaką zrobiłam gwiazdkę” jest czymś magicznym, co sprawia, że jest nam jeszcze cieplej na sercu.








Zachęcam do tworzenia z dziećmi papierowych ozdób nie tylko na święta. My, podczas Dnia Misia (25 listopada) zrobiłyśmy wraz z 5-letnią Alicją papierowo – materiałowego miśka.




Dziecko przy okazji takich zabaw nie tylko ćwiczy swoją kreatywność i wyobraźnię, ale również małe rączki nabywają zdolności manualnych, które w przyszłości mogą zaowocować nawet wielką sztuką J