wtorek, 14 kwietnia 2015

"Pianotwory" do kąpieli, czyli jeden ze sposobów na zachęcenie dziecka do kąpieli.

Moje dziecko prawie codziennie, po pełnym atrakcji dniu, mówi „Mamo, nie chce mi się dzisiaj kąpać”. A ja zawsze grzebię w wyobraźni i szukam inspiracji do tego, aby jednak wykąpać Alicji się zachciało. Dzisiaj miałam asa w rękawie! „Pianotwory” J

Zwykle szybko wpadam do Hipermarketu po rzeczy codziennego użytku. Czasem jednak przy jakiejś półce zatrzymam się dłużej, bo zobaczę produkt  umilający moim dzieciom życie. A takie produkty w naszym domu są zawsze potrzebne (oczywiście nie mówię tu o nadmiarze zabawek), więc dziś dokonałam zakupu „Pianotworów do kąpieli”. Zazwyczaj takie rzeczy nie robią na mnie wrażenia, lecz w tym przypadku byłam zachwycona faktem produkcji UK a nie chińskiej. Produkt jest fajny, zaciekawił młodszą i starszą, choć jego mankamentem jest sklejanie się kapsułek po zetknięciu z mokrą dłonią wyciągającą jedną sztukę. „Pianotwory” rzeczywiście się pienią, tak jak obiecuje producent na opakowaniu. Przy okazji cała łazienka wypełniła się przyjemnym zapachem. Za paczkę kolorowych kapsułek  zapłaciłam 9,99 zł więc cena chyba nie jest jakaś zbyt wygórowana, porównując do innych płynów, które u nas znikają w zastraszającym tempie (podobnie jak szczotki do włosów – czasem mam wrażenie, że one giną w tajemniczych okolicznościach).


PS. Wpisy na moim blogu nie są sponsorowane, piszę po prostu o rzeczach, miejscach, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie i które polecam jako mama ( i zwariowana, energiczna kobieta) J





środa, 8 kwietnia 2015

Święta, święta i po świętach ... a my byliśmy w "Promenadzie" i było cudownie!


Błogi spokój, las, gdzieś na drzewie słychać stukanie dzięcioła. Człowiek przyzwyczajony do szybkiego, warszawskiego tempa nagle orientuje się, że chyba nie potrafi tak po prostu nic nie robić. Jest plaża, na której leniwie przechadza się łabędź, łódki kołysane przez wodę czekają jeszcze na cieplejsze dni. Jedzenie pyszne, okolica wspaniała, ach, zbyt krótkie te święta!
Przyjechaliśmy do "Promenady" (Ośrodek rekreacyjno – wypoczynkowy nad Zalewem Zegrzyńskim) w sobotę po 17:00. Ognisko już prawie dogasało, ale dla nas rozpalili je ponownie i tym samym mieliśmy atrakcję tylko dla siebie. Potem była kolacja, spacer, zachód słońca. Ośrodek położony jest na bardzo dużym terenie,  pośród pięknie pachnącego lasu. Dla dzieci jest plac zabaw, wspomniana wcześniej plaża i westernowe miasteczko, z sianem (które zrobiło na Maluchach największe wrażenie). Wewnątrz budynku recepcyjnego znaleźliśmy też salę zabaw, gdzie można było wyświetlać bajki, biblioteczkę oraz pokój kreatywny. Posiłki jedliśmy w Country Saloon, który zachwycił nas przytulnym wystrojem, gorącym kominkiem oraz darmową salą bilardową. Było naprawdę wspaniale!














No ale czemu właściwie wyjechaliśmy na święta zamiast spędzić je z rodziną? Bo wyjechaliśmy ze znajomymi, którzy są dla nas prawie jak rodzina; bo oni mają dzieci, które bardzo zżyły się z naszymi; bo wreszcie: nie trzeba było robić wielkich zakupów, gotować, sprzątać po śniadaniu, obiedzie i kolacji. Dla nas, jako mam to bardzo ważne, by czasem nie musieć „ogarniać” całego dzieciowo – mężowego towarzystwa, a dla tatów to ważne, by  odpocząć  od wymagającej pracy w korporacji, zmienić otoczenie i tak po prostu powdychać trochę świeższego powietrza z lasu.  Bo można było zrobić na plaży poszukiwania zajączka – ułożyć ze słodyczy ścieżkę, po której dzieci szły do celu – prezentów schowanych za łódkami. Bo można było przejechać się bryczką po lesie (i szczerze się śmiać, gdy bardzo trzęsło) i pogłaskać konia.













Święta poza domem są pełne błogiego lenistwa, wolnego czasu na przemyślenia, prawdziwego spędzania czasu z rodziną. I tak właśnie było w „Promenadzie”.  Polecam wszystkim :)




piątek, 3 kwietnia 2015

A może by tak ukręcić sobie lizaka?


Słodycze, wiadomo nie od dziś, są czymś, co dzieci uwielbiają (nie oszukujmy się, rodzice z resztą też :)). Lizaki, batoniki, cukierki i tym podobne są częścią naszego życia i choć mamy świadomość, że nie są zdrowe, to dostarczają nam dużo radości. Taką radość widziałam w oczach Alicji, gdy mogła samodzielnie ukręcić sobie lizaka w Manufakturze Cukierków , przy ulicy Tamka w Warszawie. Najpierw sympatyczne Panie pokazały wszystkim jak wygląda gorąca masa , potem już ostudzona połączona została w różne kolory, by następnie rozciągnięta stanowiła bazę do ukręcania pięknych lizakowych dzieł. Dla dzieci zrobienie własnego lizaka to była niebywała atrakcja, każdemu towarzyszył uśmiech i podekscytowanie. To było niezwykłe spotkanie w magicznym miejscu. Tam, nawet dorosły na chwilę jest dzieckiem, a lizaki są naprawdę pyszne! Na plus jest również cena tej przyjemności. Ukręcenie jednego lizaka kosztuje bowiem tylko 10 zł.

HARMONOGRAM POKAZÓW:
Manufaktura Cukierków,
ul. Tamka 49 (wejście TYLKO od ul. Ordynackiej)

Sobota: 11:00 - 17:00 włącznie
Niedziela: 13:00 - 17:00 włącznie

Pokazy rozpoczynają o każdej pełnej godzinie.










wtorek, 24 marca 2015

Jak uratowałyśmy kaczkę ...


Warszawa, osiedle „Jelonki”, mała uliczka wieczorem już ciemna. Jadę z Alicją samochodem i nagle widzę trzepoczącego skrzydłami ptaka? leżącego na asfalcie. Zatrzymuję się, niestety jako jedyna, inni mijają mnie prawie rozjechawszy zwierzątko, nie bacząc, że ono jeszcze żyje. Parkuję szybko samochód na pobliskim parkingu, wyciągam z apteczki rękawiczki, folię termiczną i biegniemy z Alicją na ratunek. To była kaczka łyska (tak powiedział Pan ratownik od zwierząt), leżała biedna i zakrwawiona na środku uliczki i nikt nie interesował się jej losem. Alicja trzęsła się cała ze strachu o jej życie i z emocji. Poprosiłam przechodnia by pomógł mi zanieść kaczkę na komisariat, który na szczęście znajduje się tuż obok. Tam poinstruowano nas, że należy zadzwonić pod numer 986 by wezwać Straż dla Zwierząt. Zadzwoniłam, okazało się, że nasza „interwencja” będzie trzecia w kolejności. Czekałyśmy ponad dwie godziny. Alicja na przemian płakała i śmiała się gdy kaczka już się lepiej czuła (a nam się tak wydawało). Dla takiego małego dziecka uratowanie tej  kaczki to było niesamowite przeżycie. Choć niektórzy twierdzą, że nie warto było ratować „zwykłej” nie wiadomo jakiej kaczki, ja wiem, że dla mojego dziecka to była lekcja prawdziwego życia (nawet zaryzykowałabym stwierdzenie namiastka ratowania świata) i to był bardzo ważny dla niej wieczór. Kaczka przeżyła J





środa, 18 marca 2015

Zadziwiające owady - fantastyczna wystawa edukacyjna dla dzieci.


Osa, pszczoła, motyl, mrówka, jak, gdzie żyją, jak wyglądają pod mikroskopem? Dzieci mogą zostać znawcami w tym temacie, dzięki Atrium Reduta w Warszawie. Centrum Handlowe zorganizowało bowiem atrakcyjną wystawę przyrodniczo – edukacyjną (wystawa otwarta jeszcze do 29 marca). Dzieci wchodzą same do dwóch pomieszczeń, które wyglądają jak laboratoria (przygód – też). W pierwszym poznają między innymi mrówki i motyle, dowiadują się co to jest np. odwłok i oglądają owady pod mikroskopem. Chętni mogą założyć specjalne uniformy (białe marynarki), dzięki którym poczują się jak prawdziwi laboranci.











Drugie pomieszczenie z zewnątrz przypomina ul. Dzieci w ulu oglądają film edukacyjny o pszczołach, dowiadują się jak produkowany jest miód i dlaczego pszczoła jest tak ważnym elementem naszego ekosystemu. 




Na koniec (czyli po około 40 minutach) każde dziecko otrzymuje wydrukowane zdjęcie, pozowane z owadem oraz dyplom Młodego Znawcy Owadów. Świetny sposób na edukację, bardzo polecam i żałuję, że sama nie mogłam zostać takim znawcą ;)