środa, 2 marca 2016

Kilka słów o bajce "Zwierzogród"

źródło zdjęcia: filmweb

źródło zdjęcia: filmweb


W „Zwierzogrodzie” zdaje się panować wielki spokój, dopóki nie pojawia się tam pierwszy królik, który zaplanował sobie w dzieciństwie, że zostanie policjantem. Przyjmując na siebie masę „dobrych” rad dotyczących pozostania w krainie „normalności” i nie wyróżniania się z tłumu, Judy postanawia jednak na przekór wszystkiemu spełnić swoje marzenia. Przybywając do wielkiego miasta zderza się z szarą rzeczywistością, kłamstwem i wieloma złymi rzeczami „Zwierzogrodu”, ale nie poddaje się i walczy jak lwica, mimo, że to tylko mały królik …

Jako mama często mam przyjemność (choć czasem wątpliwą) chodzić do kina na bajki dla dzieci. Na całe szczęście zauważyłam ostatnio dobrą zmianę w produkcji animacji dla najmłodszych. Wytwórnie po prostu zaczęły produkować coraz mądrzejsze bajki! „Zwierzogród” zdecydowanie zalicza się do tej lepszej grupy. Jest to bajka o przyjaźni, spełnianiu marzeń i walce dobra ze złem. Dzieci wynoszą z ekranu dużo wartości, a rodzice też i masę śmiechu. W bajce pojawiają się bowiem zabawne leniwce, których zachowania odpowiadają reakcjom niektórych dorosłych, szczególnie w pracy ;)
„Zwierzogród” bardzo polecam, z pewnością DVD dodam do swojej kolekcji ulubionych.


żródło zdjęcia: filmweb






poniedziałek, 15 lutego 2016

Wystawa LEGO, druga edycja, Stadion Narodowy. Czy warto? TAK!

Wczoraj byliśmy całą rodziną na wystawie LEGO. Po raz pierwszy miałam ogromną przyjemność zobaczyć tak niezwykłe budowle stworzone z plastikowych elementów. Jestem bardzo zaskoczona chociażby tym, że ktoś był w stanie poświęcić tyle wolnego czasu na te wszystkie konstrukcje. Ja, jako umysł kreatywny, nie jestem w stanie nawet pojąć jak połączyć jeden element z drugim, aby powstało takie dzieło jak na przykład samolot :) 

Wystawa LEGO na Stadionie Narodowym jest średniej wielkości. W kilkudziesięciu gablotach znajdują się niezwykłe budowle z klocków. Niektóre są naprawdę bardzo realistyczne, aż nie do wiary, że ktoś potrafił tak dobrze odwzorować chociażby mur berliński. Jest trochę historii - pierwszy człowiek na księżycu, opowieści ze świata - piraci i wiele innych. Na mnie największe wrażenie zrobił Pałac Kultury, Stadion Legii, najwyższy człowiek świata oraz Titanic. Niektóre gabloty były interaktywne, można było za pomocą przycisku uruchomić specjalne filmiki czy też efekty dźwiękowe. Polecam animowaną opowieść o Titanicu. Czy wiecie, że jeden z kominów statku był tylko atrapą? 

Na wystawie LEGO każdy znajdzie coś dla siebie. Nawet my, dorośli nie mogliśmy się powstrzymać od zabawy w strefie "Fun Park". Można tam układać, budować, i w każdy możliwy (z klocków lego oczywiście) sposób wykazać się swoją kreatywnością. 

Wystawa LEGO czynna do 11 marca. Bilet rodzinny (2+2) kupowany bezpośrednio w kasie: 99 zł. Bardzo polecam!


Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.

Wystawa LEGO, Stadion Narodowy, 2016.



środa, 23 września 2015

Park Rozrywki Warner Bros Madrid


Nadeszła jesień, a więc warto powspominać trochę lata. Ja wspominam zatem ponownie wypad do Madrytu (http://kolorowywagonik.blogspot.com/2015/07/wycieczka-do-madrytu-w-prezencie-tak-bo.html), lecz tym razem od strony „dziecięcych szaleństw”, czyli opiszę Wam fantastyczny Park Warner Bros Madryt.


Warner Bros Park Madrid



Warner Bros Park Madrid



Warner Bros Park Madrid


Z wypożyczeniem samochodu w Madrycie łatwo nam nie było. Zostawiłam tą opcję na sam przyjazd, bo ludzie zapewniali mnie na forach internetowych, że jest tam mnóstwo wypożyczalni. Niestety spacerując po mieście znaleźliśmy z mężem tylko jedną i to  najdroższą. Ok, czas nas gonił, lecz nie chcieliśmy się poddać, bo jednak z naszą szaleńczą osobowością bardzo chcieliśmy się dostać do parku rozrywki Warner Bros, oddalonego od Madrytu o około 30 kilometrów. Pojechaliśmy więc na lotnisko, stamtąd w końcu udało nam się wypożyczyć małe autko i ruszyliśmy w drogę.

Do Warner Bros Park Madrid dotarliśmy dopiero około 12:00 (plan był 10:00) i trochę się obawialiśmy, że nie zdążymy wszystkiego zwiedzić (mając na uwadze oczekiwanie w kolejkach do atrakcji w innych, europejskich parkach rozrywki). Obawa jednak była niepotrzebna, ale tylko dlatego, że teraz zdradzę Wam wyjątkowy sekret, o którym nie dowiecie się w kasie parku , chyba, że specjalnie zapytacie o tą opcję. Chodzi o bilet VIP. Ze strony internetowej można wyczytać, że takowy jest i kosztuje 70 euro za osobę. Patrząc na cenę biletu normalnego – samej wejściówki do parku, która w zależności od dnia kosztuje około 25 euro, ten bilet VIP wydaje się być drogą opcją. Ale, ale …

Bilet VIP zawiera: wejście do parku, opaskę upoważniającą do wejścia na atrakcje bez kolejki (tak zwany fast pass), bilet wstępu do Horror West (brrr, nie polecam, opiszę dlaczego w dalszej części tego wpisu) oraz trzydaniowy obiad z postaciami w eleganckiej restauracji !!! Jeśli dobrze policzycie, sumując wszystkie te elementy, bilet VIP wychodzi taniej, niż bilet normalny + Horror West + bransoletka fast pass + obiad. I to jest opcja, o której nie dowiecie się z cennika kasowego, bo jej tam po prostu nie ma.
Ok, lećmy dalej. Ja tak sobie myślę, że taki park rozrywki jest bardzo dobrą odskocznią od codzienności. Wsiadasz na takiego rollercoastera i schodząc z niego doceniasz to, że prowadzisz sobie na co dzień takie spokojne szaro-bure życie ;) Mnie osobiście w madryckim parku najbardziej zauroczył Batman rollercoaster, choć nie pogardziłabym ponowną przejażdżką na tzw. „mokrych wagonikach”. Od razu mówię, trzeba sobie wziąć dodatkowe ubranie na zmianę (lub też jest opcja skorzystania z wielkiej suszarki za dwa euro), bo po takiej atrakcji jesteście mokrzy od stóp do głów.


Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid


A teraz brrrr …. Horror West 

nie idźcie tam (chyba, że na własną odpowiedzialność).
Ja wyszłam z płaczem i trzęsłam się jeszcze przez następną godzinę. Ale może ja jestem po prostu tą wrażliwszą wersją istoty żyjącej. Generalnie atrakcja polega na tym, że człowiek zakłada okulary trójwymiarowe i wchodzi do nawiedzonego domu. Idąc korytarzem (można na szczęście po dwie osoby) ze ścian (ekranów ledowych) wyłaniają się krwawe postacie. Ale to nic w porównaniu do …
nagle za plecami słychać hiszpańskie słowa mówiące coś o morderstwie, odwracacie się a tam, trup z łopatą. To znaczy aktor przeraźliwie okropnie ucharakteryzowany na trupa (choć kto go tam wie, co taki pracownik może mieć w głowie ;)). Człowiek idzie dalej, a trup szoruje za nim tą łopatą wytwarzając dźwięki niczym z najstraszniejszego horroru. Udało mi się dojść tylko do pierwszego zakrętu, gdy pojawił się drugi trup, nie wytrzymałam nerwowo i uciekłam. Mąż tylko krzyknął „Stop” i panowie trupy wyprowadzili nas do wyjścia ewakuacyjnego. To była najokropniejsza rzecz jaką przeżyłam w swoim życiu, ale jeśli ktoś lubi lejącą się krew, to atrakcję jak najbardziej polecam, w pełni oddaje klimat „Horror West”.

Warner Bros Park Madrid


Przejdźmy do przyjemniejszych atrakcji. W Warner Bros Park Madrid jest ich mnóstwo, na przykład można zwiedzić dom Królika Bugsa (mąż śmiał się, że jest on legionistą), wznieść się w niebo za pomocą „Venganza de Enigma” (nie polecam dla osób mających lęk wysokości), pojeździć na przyjemnej karuzeli łańcuchowej, postrzelać z laserów na atrakcji ScoobyDoo, czy też wziąć udział w paradzie.

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid jest niesamowitym miejscem, to park atrakcji, w którym każdy znajdzie coś dla siebie – od najmłodszego, do najstarszego. Bardzo polecam to miejsce. Niestety mieliśmy do dyspozycji tylko jeden dzień, więc nie zdążyliśmy posiedzieć na przykład w parku "Beach" (oddzielny bilet), w którym jest mnóstwo basenów, ale z pewnością jeszcze tam wrócimy.

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

Warner Bros Park Madrid

piątek, 11 września 2015

Diabelski Kamień w Bisztynku, spełnia życzenia!

Diabelski kamień jest zapomniany, lecz do zwiedzania każdemu dany! Podobno kamień spełnia życzenia, na lepsze świat turysty zmienia. Trzeba go obejść siedem razy a wnet spełnienie się zdarzy i spełni każdemu o czym kto marzy.



Diabelski kamień znajduje się w miejscowości Bisztynek, choć nie łatwo do niego dotrzeć, bo nie ma jasnych znaków, uważam, że naprawdę warto. Kamień jest ogromny, według legendy przyniesiony przez diabła, ma 3 metry wysokości i 28 metrów w obwodzie. Kamień trzeba obejść dwukrotnie, żeby spełnił życzenia osoby, która zaczyna swoje "czary" od charakterystycznego spękania głazu. Należy iść zgodnie ze wskazówkami zegara. Atrakcja bardzo ciekawa, niespotykana, nietypowa i jeszcze do tego magiczna :)

Byliśmy tam rodzinnie jakiś czas temu, naprawdę polecam.

Diabelski Kamień, Bisztynek

Diabelski Kamień, Bisztynek

wtorek, 25 sierpnia 2015

Chcesz poszaleć Lamborghini? Z pewnością tego nie doświadczysz na torze w Ułężu ...


W miniony weekend miałam bardzo wątpliwą przyjemność uczestniczyć w moto prezencie na torze w Ułężu, blisko Warszawy. W sumie tą wątpliwą przyjemność miał mój mąż, który to jest fanem szybkich samochodów i dostał ode mnie w prezencie „po jednym okrążeniu KTM vs Lamborghini”. Na stronie katalogu marzeń czytamy: Przekonaj się jak dźwięczą silniki tych maszyn, podkręcone do maksymalnych obrotów, walczące o Twoją aprobatę na torze wyścigowym!”.

A ja teraz, po opadnięciu emocji zastanawiam się, czy oni w ogóle tam piszą o tym samym torze na którym ja byłam, w Ułężu? Po pierwsze ciężko to w ogóle nazwać torem, a w szczególności WYŚCIGOWYM! Po przybyciu na miejsce już sam fakt nie posiadania przez kierowców kasków wzbudził moje podejrzenia. „No, ale nic” pomyślałam i stwierdziłam, że może w tym miejscu są po prostu inne procedury. Gdy mąż wsiadł do Lamborghini … włączyłam nagrywanie w aparacie, czekałam w emocjach na ten niesamowity ryk silników i zawrotną prędkość, po którą tam pojechaliśmy (bagatela 130 km w jedną stronę!) i … niestety się nie doczekałam. Tor był tak krótki i pełen zakrętów, że nie było jak i gdzie się rozpędzić. Największa uzyskana prędkość to może 100 km/h? Ale chyba nawet też nie tyle. Jednym słowem ŻENADA. Gdy po krótkiej chwili miałam czas by spojrzeć na miny innych kierowców żądnych wrażeń, mogłam ujrzeć chyba tylko jedno wielkie rozczarowanie. Ale dlaczego ja w ogóle jestem aż tak zniesmaczona? Ano dlatego, że zapłaciłam za to prawie 400 zł, nie licząc benzyny na dojazd. Chciałam sprawić mężowi wspaniały, niezapomniany czas pełen emocji i wrażeń, których nigdy nie zapomni, a wyszło naprawdę źle. Gdybym nie była na torze Silverstone w Londynie, być może stwierdziłabym, że może tak ma być? Ale byłam i mam porównanie. Sama miałam okazję prowadzić Ferrari i rozwinąć prędkość ponad 220 km/h, ja – kobieta, w Anglii i do tego jeszcze z kierownicą po prawej stronie. To były naprawdę niesamowite emocje i tutaj, na torze w Ułężu spodziewałam się podobnych. Niestety. Pomyliłam się więc i Wam, drodzy czytelnicy szczerze odradzam. No, chyba, że chcecie się wybrać na „Spacer samochodem wyścigowym”.


PS. KTM nie było, zepsuł się, mąż jechał Porshe …


Tor Ułęż

Tor Ułęż









poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Prehistoryczne Oceanarium 3D, na Stadionie Narodowym


Oceanarium, Stadion Narodowy


Gdy Mozazaur groźnie otworzył swą paszczę, odsunęłam się lekko od ekranu, mając wrażenie, że zza szyby zaraz mnie zje. Takie były moje pierwsze wrażenia po wejściu na wystawę „Oceanarium Prehistoryczne 3D”, na Stadionie Narodowym. Bardzo mi się podobało. Było krótko, ale „treściwie”.

Wystawa to kilka ekranów ledowych, na których w trójwymiarze wyświetlane są prehistoryczne stworzenia morskie w ich ówczesnym naturalnym środowisku. Każdy widz ogląda wystawę w specjalnych okularach sprawiających wrażenie naprawdę wielkiego realizmu. Dzieci do lat 7 wpuszczane są na odpowiedzialność rodziców, czemu w ogóle się nie dziwię, bo tak realistycznych filmów naprawdę można się przestraszyć. Ostatnia sala jest interaktywna i odwzorowuje atak rekina. Jedni krzyczą, inni zdejmują okulary ze strachu ;)  to był zdecydowanie najlepszy punkt całej wycieczki.



Oceanarium Prehistoryczne 3D – wystawa na Stadionie Narodowym (główne wejście, brama nr 1), czynna codziennie od 10:00 do 20:00. 


Oceanarium, Stadion Narodowy

czwartek, 6 sierpnia 2015

Ciekawostki Pałacowe (PKiN) – czyli dlaczego warto wybrać się na zwiedzanie z przewodnikiem.


Pałac Kultury i Nauki, zna go chyba każdy? Widzimy go codziennie stojącego dumnie w centrum Warszawy. W nocy czasem mieni się jedną barwą, czasem kilkoma. Chadzamy tam do kina, teatru, na targi, wystawy i dyskoteki. Lubimy Pałac, czyż nie?  

Pałac Kultury i Nauki


Wczoraj miałam wielką przyjemność zobaczyć Pałac Stalina (taka była jego pierwotna nazwa) od tak zwanych „kulis” . Taką niezwykłą wycieczkę zorganizowało wydawnictwo ZNAK – wydawca książki „Pałac. Biografia intymna”. Na facebooku odbył się konkurs, w którym można było wygrać tą wspaniałą nagrodę.

Zwiedzanie zaczęliśmy od holu głównego, potem przechadzaliśmy się po pięknych, marmurowych salach okraszonych przepychem, na widok którego kilkadziesiąt lat temu ludzie mdleli. W Pałacu bywałam wielokrotnie, ale tylko tym razem spojrzałam w górę i ujrzałam przepiękną aranżację sufitu i ogromne żyrandole, które nawet mnie prawie zwaliły z nóg.

Miałam okazję zobaczyć „breżniewówki”, czyli tajemnicze sale przeznaczone dla najważniejszych gości. Sale, którymi można wejść na loże Sali Kongresowej. Zobaczyłam też przepięknie zdobione krzesła, które dziś wyglądają tak samo pięknie, jak 60 lat temu.


 
Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki


Kolejnym punktem wycieczki był  Taras Widokowy na 30 piętrze. Wjechaliśmy windą na 27 piętro, a resztę trasy pokonaliśmy schodami.

Ciekawostki z tego etapu:

Osoby obsługujące windy, ze względu na ciężkie warunki pracy, mogą wykonywać swoje obowiązki tylko 2 godziny dziennie.

Stopnie pomiędzy piętrami 29 i 30 są wyższe, niż na innych kondygnacjach.

Samobójców kończących swój żywot skacząc z najwyższego budynku w Polsce było 6 lub 7. Różne źródła podają różne dane, ze względu na to, iż jedne liczą parę jako „1”, inne jako „2”. W każdym razie para kochanków, która postanowiła się zabić skacząc z tarasu widokowego, zrobiła to z miłości. Rodzice nie zgadzali się na to, aby byli razem, więc …

Taras widokowy - Pałac Kultury i Nauki


„Centrum Dowodzenia” – pomieszczenie z mnóstwem przycisków odpowiadających za prawidłowe funkcjonowanie całego obiektu. Każdy wchodzący do pokoju wydobywał z siebie głośne „łał”. Tak, bo to miejsce naprawdę robi wrażenie.

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki


Kot Kazimierz. To był bardzo mądry kot. Zawsze przychodził przed 7.30 i czekał na pracowników przed jednym z pomieszczeń. Po otwarciu drzwi, Kazimierz pierwszy wchodził do pokoju i siedział tam osiem godzin, czyli tyle ile trwała zmiana. Wszyscy lubili tego kota, maści białej. Nie tylko dlatego, że ich pilnował w czasie pracy, ale też z powodu wielu figli. Na przykład, gdy przysiadał na jakimś urządzeniu, rozłączał kabelki i nagle w całym Pałacu nie było prądu. Niestety, właśnie kocie psoty zgubiły kota Kazimierza. Wkręcił się on bowiem  któregoś razu w wiatrak. Pozostaje on jednak w pamięci pracowników, ponieważ na jego cześć nazwano serwer jego imieniem.

Ale w Pałacu zamieszkiwał nie tylko biały kot o imieniu Kazimierz. Na kondygnacji minus dwa, kiedyś można było spotkać aż 60 kotów. Przechadzały się one czasem po budynku, aby zaakcentować swoją obecność i przynależność do obiektu. Dziś pozostało już tylko 11 kotów, mają one swoje specjalne pomieszczenie i wydelegowaną osobę, która się nimi opiekuje.

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki


Bardzo polecam wycieczkę z przewodnikiem po Pałacu Kultury i Nauki. Mimo, iż od urodzenia mieszkam w Warszawie, nie byłam świadoma ogromu i piękna tego obiektu.